Czy jedzenie mięsa w piątek to grzech ciężki? To zależy. Grzech ciężki jest definiowany jako świadome i dobrowolne przewinienie przeciw Panu Bogu. W rezultacie, jeśli zapomniałeś, że dziś jest piątek – popełniłeś grzech lekki. Co w sytuacji, gdy będę musiał wyrzucić mięso? Modlitwa do Świętej Rity „Święta Rito, Patronko spraw trudnych, Orędowniczko w sytuacjach beznadziejnych, cudna gwiazdo świętego Kościoła naszego, zwierciadło cierpliwości, pogromicielko szatanów, lekarko chorych, pociecho strapionych, wzorze prawdziwej świętości, ukochana Oblubienico Chrystusa Pana naznaczona cierniem z korony Ukrzyżowanego. Jedzenie mięsa w piątek Jedzenie mięsa w piątek to grzech śmiertelny. Kto je mięso w piątek będzie się smażył w smole w piekle przez całą wieczność Czytaj więcej So, 11-06-2022 Forum: Religia - Jedzenie mięsa w piątek ; Lisa Marie Presley zmarła w piątek 13 stycznia. W pozostałe piątki obowiązuje jedynie wstrzymanie się od spożywania mięsa. Post jakościowy obejmuje wszystkich wiernych od 14. roku życia . Post ilościowy od 18 do 60 lat Czy chrześcijanie powinni jeść mięso? Czy Bóg, którego czcisz akceptuje okrucieństwo? Jaki jest Bóg, którego wyznajesz? Czy jest Dobry i Sprawiedliwy? Czy j Kontekst religijny i moralny: Odpowiedź na pytanie, czy łapacz snów jest grzechem, może zależeć od indywidualnych przekonań religijnych i moralnych danej osoby. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ to, co uważane jest za grzech w jednej kulturze lub religii, może być akceptowane w innej. eOjIx. Problem zakupów niedzielnych dlatego jest tak bardzo skomplikowany, bo zastanawiamy się tutaj nad rodzajem czynów, które nie są wewnętrznie złe, ale mogą być złe lub dobre w zależności od sytuacji. Już tłumaczę, o co chodzi. Istnieją w naszej wierze moralnej czyny, które uznajemy za wewnętrznie złe i nigdy, w żadnych okolicznościach nie moglibyśmy powiedzieć, że są dobre – np. zdrada małżeńska. Jeśli ktoś sypia z kimś, kto nie jest jej mężem albo jego żoną – źle robi i tyle. Mogą sobie tam na świecie różne bajki opowiadać, ale my, chrześcijanie, wiemy – bezdyskusyjnie źle jest cudzołożyć. Z zakupami niedzielnymi jest inaczej – może być tak, że pojechanie na zakupy w niedzielę nie tylko nie jest czymś złym, ale jest wręcz aktem miłości. Kiedy bowiem zauważę w niedzielę, że starsza sąsiadka ma w lodówce tylko światło – całkiem do rzeczy będzie pojechać i zrobić jej zakupy. Będzie to nie tylko dozwolone, ale i dobre. Problem z czynami, które nie są wewnętrznie złe, a jednak okresowo powstrzymujemy się od ich wykonywania, polega na dookreśleniu, kiedy przekroczenie takiej wstrzemięźliwości jest grzechem, a kiedy wręcz dobrym uczynkiem. Podobny problem mamy przykładowo z niejedzeniem mięsa w piątek – zasada jest analogiczna. Chciałbym tu od razu zaznaczyć i podkreślić dychotomię, przed którą stajemy – coś jest złe albo dobre. Nie ma trzeciej opcji. W moralności nie istnieje „neutralność”. Możemy postępować dobrze albo źle – nigdy neutralnie. Jakie zagrożenia mogą się pojawić w związku z taką sytuacją? Pierwsze polega na tym, że ktoś zasady moralne i zakazy dotyczące czynów, które nie są wewnętrznie złe, zacznie traktować tak, jakby nie były one zrelatywizowane w stosunku do okoliczności. Krótko mówiąc, ktoś złamanie postu w piątek czy kupienie chleba w niedzielę będzie traktował jak cudzołóstwo. Stąd biorą się pytania: Byłem chory, nie miałem nic do jedzenia w lodówce poza kiełbasą i zjadłem ją – czy to grzech ciężki? Poszedłem w niedzielę do sklepu, bo miałem gości zupełnie niespodziewanych i zupełnie niespodziewanie głodnych – czy to grzech ciężki? fot. / Gwenael Piaser Ale może być tak – i tutaj mamy drugie zagrożenie – że ktoś nie tyle oskarża się z powodu takich „wykroczeń”, co raczej zasadami moralnymi związanymi z czynami, które nie są wewnętrznie złe, tłumaczy swoje lenistwo w miłości. Obiecałem choremu sąsiadowi, że wysprzątam mu mieszkanie przed świętami, ale mam na to czas tylko w niedzielę. A że ja w niedzielę nie pracuję – chory i starszy sąsiad spędzi święta w bałaganie i brudzie. Takie omijanie przykazania miłości przy pomocy zasad moralnych związanych z czynami, które nie są wewnętrznie złe, gromił Pan Jezus, kiedy mówił, że faryzeusze i uczeni w Piśmie przecedzają komara, kubki myją, w szabat uzdrawiać nie pozwalają, a tak naprawdę wszystkie te ich zasady to jedna wielka mistyfikacja. Gdy ktoś myli zasady moralne związane z czynami wewnętrznie złymi z zasadami zakazującymi czynów, które nie są wewnętrznie złe, i te drugie zacznie traktować jak te pierwsze – zwykle utrudnia mu to w sposób istotny wypełnianie przykazania miłości bliźniego. To jest pierwszy znak, że coś nam się w rachunku sumienia pomieszało. Trzecia groźba, również bardzo realna, pojawia się wówczas, gdy zasady związane z czynami, które nie są wewnętrznie złe, ale od których w pewnych okresach należy się powstrzymywać, zupełnie zaczniemy lekceważyć. Będziemy sobie przykładowo mówić, że lubimy zakupy – i całą niedzielę spędzać w galerii handlowej. Z kolei jeśli nie lubimy mięsa, to w piątek zjemy kiełbasę, bo to dla nas żaden post nie jeść schabowego. Przed przesadną relatywizacją zasad moralnych związanych z czynami, które nie są wewnętrznie złe, Pan Jezus również przestrzega, kiedy mówi, że nie przyszedł znieść Prawa, ale je wypełnić, i że nawet jedna jota się nie zmieni, aż się wszystko stanie, i jeszcze, że ma szczęście ten, kto prawo wypełnia i uczy wypełniać. Argument ze świadectwa Mam tutaj na myśli argument ze świadectwa. Powstrzymuję się od robienia czegoś nie dlatego, że jest to złe samo w sobie, ale dlatego, że chcę coś ważnego podkreślić, pokazać, przypomnieć sobie i innym istotne prawdy na płaszczyźnie nie tylko wewnętrznej, ale również uczynkowej i zewnętrznej. Nie chodzę w niedzielę na zakupy i mocno tego pilnuję, bo chcę jasno zaświadczyć, że człowiek nie jest tylko konsumentem dóbr ziemskich, ale i kimś, kto przynajmniej raz w tygodniu powinien poświęcić cały swój czas Panu Bogu, miłości bliźniego i własnej duszy. Myślę, że w obecnych czasach takie radykalne świadectwo jest czymś istotnym. Miałem kiedyś koleżankę, która – jak mi się początkowo wydawało – miała fioła na punkcie świętowania niedzieli. Nie tylko, że końmi bym jej do sklepu w niedzielę nie zaciągnął, ale nawet poniedziałkowy test z biologii (na który nie umiała nic tak samo jak i ja – a proszę mi wierzyć, to było wielkie nic) nie był w stanie zmusić jej do nauki. Bo była niedziela. Pierwszy raz widziałem wówczas cnotę świętowania dnia świętego o takiej sile działania jak moja długo i pieczołowicie pielęgnowana wada lenistwa. Moja zacna koleżanka nawet strojem przypominała w niedzielę, że jest święty dzień. Śmiałem się z niej, że gdybym się kiedyś ocknął i nie wiedział, jaki mamy dzień tygodnia, wystarczyłoby, abym zerknął, co ona robi, a czego nie robi, i jak wygląda i wiedziałbym, że to niedziela. Dużo mówi się teraz w Kościele o apostolstwie świeckich, o głoszeniu Ewangelii przez świeckich. Zwykle przychodzi nam wówczas na myśl jakaś grupa z gitarą albo małżonkowie prowadzący kursy przedmałżeńskie. I jest to świadectwo – jak najbardziej. Ale myślę, że wyraźnym i ważnym apostolatem jest także ten, który wynika z tego, że mówimy jasno – nie biegam po sklepach w niedzielę, bo to dzień szczególny i chcę to nie tylko uszanować, ale i pokazać. Nie zjadam mięsa w piątek, bo także takimi zewnętrznymi gestami chcę sobie i innym przypomnieć, że coś ważnego w piątek się stało. To zasady, z pomocą których przyznajemy się przed światem do Pana Jezusa, pokazujemy światu, ale również samym sobie, co jest ważne. I drugorzędne znaczenie ma tutaj kwestia, czy ja lubię zakupy, czy ich nie lubię. Czy lubię mięso, czy nie. Ważne jest to, że mam możliwość dania sobie i innym świadectwa, zewnętrznego i widocznego, wzmocnionego przez fakt, że jest to świadectwo nie tylko moje, ale dużej grupy ludzi – Kościoła. To jest sposób przyznawania się do Pana Jezusa – tym bardziej skuteczny im z jednej strony staranniejszy, a z drugiej – wtórny wobec przykazania miłości Boga i bliźniego, nie zaś wobec mojego lenistwa, czy też duchowego widzimisię, czy też tak wielkiego „uwewnętrznienia” wiary, że na zewnątrz się ona nie przejawia w niczym. Nie chodzi tylko o zakupy niedzielne. Kiedy parze mieszkającej ze sobą przed ślubem mówi się, iż problemem moralnym takiej sytuacji nie jest tylko kwestia seksu, ale i zgorszenia publicznego, czyli antyświadectwa wiary moralnej i życia chrześcijańskiego, zwykle ludzie patrzą na księdza jak na panią Dulską, a słowa „zgorszenie publiczne” ledwie rozumieją. A to czynami i zachowaniem – w takich właśnie sprawach jak zakupy niedzielne, brak postu, mieszkanie przed ślubem (choć to oczywiście jest inna kategoria problemu) – sprawiamy, że nasz świat zewnętrzny, społeczny staje się arcypogański. Problemem jest nie tylko zdejmowanie krzyży z miejsc publicznych, ale i zaniechanie praktyk zewnętrznych naszej wiary, brak świadectwa w prostych rzeczach. Zdjęcie krzyża ze ściany w szkole czy niedzielny shopping to bardzo podobne w istocie działania. Oburzając się na jedne, których my akurat nie robimy, nie zauważamy drugich, które robimy. Rodzi się oczywiste pytanie o to, czy Pan Jezus przyzna się do nas przed swoim Ojcem, skoro my nie przyznajemy się do Niego w naszych gestach i zachowaniach przed ludźmi. Pomiędzy lodami a zakupami Pytanie jest proste i zostało postawione kilkakrotnie. Czy istnieje różnica pomiędzy pójściem w niedzielę na lody albo „wdepnięciem” do cukierni a zakupami niedzielnymi w pełnym wymiarze? Postaram się później z tym pytaniem zmierzyć, ale proszę, aby najpierw jego autorzy postawili sobie na własny użytek inne pytanie. Taki eksperyment myślowy. Czy rzeczywiście jesteście przekonani, że różnicy pomiędzy wizytą w niedzielę w cukierni a wizytą w niedzielę w centrum handlowym nie ma (tak z ręką na sercu)? Czy też może tak naprawdę „czujecie” tę różnicę, ale nie potraficie jej wydobyć, dookreślić i nazwać. Namawiam do postawienia sobie tego pytania, bo ja doskonale znam z własnego doświadczenia taki stan duszy, kiedy człowiek „odbiera” jakąś prawdę, ale nie potrafi jej racjonalnie wydobyć i dookreślić, a na dodatek prawda ta jest jednocześnie dlań dosyć niewygodna. Można wtedy postąpić na dwa sposoby. Pierwszy polega na pewnej ostrożności. Sytuacja jest następująca: sumienie coś mi „podszeptuje” (to jedynie jakaś intuicja), ale nie jestem w stanie tego postępowania do końca racjonalnie wytłumaczyć. Widzę natomiast, że właśnie takie postępowanie zgadza się z pewną tradycją praktyki wiary, czyli praktyki moralnej Kościoła. Zachowuję więc to postępowanie aż do momentu, kiedy nie znajdę wyraźnego argumentu, że to jest postępowanie złe i należy je odrzucić. Tego typu ostrożność zachowuję zwłaszcza w takich sytuacjach, gdy wygodniej byłoby mi ten model postępowania, o którym rozmyślam, odrzucić, niż zachować. Jak to się ma do kwestii zakupów niedzielnych? Rzeczywiście czuję, że kiedy pójdę z rodziną na lody (czy do zoo) „po kościele”, to nie ma w tym nic złego, ale jeżeli pojechałbym kupować panele podłogowe, flizy i kafelki oraz zrobił rundkę po galeriach handlowych – to już nie byłoby w porządku. Niby nie potrafię wyjaśnić do końca tej różnicy, ale mam moralną świadomość, że „coś jest na rzeczy”. Wiem również, że sytuacja byłaby dla mnie bardziej komfortowa, gdybym nie musiał się zastanawiać i pilnować w kwestii chodzenia na zakupy w niedzielę, tylko po prostu robił to bez stawiania sobie barier. Ów fakt „zwiększenia komfortu własnego” przez zanegowanie jakiejś praktyki powinien mi nakazać ostrożność właśnie w jej zanegowaniu. Jest też drugi sposób postępowania, który przyjmujemy w takich sytuacjach – sposób nieostrożny. Jakaś praktyka wiary jest dla mnie po prostu niewygodna, stosowanie jej wymaga pewnego wysiłku i „dziwaczenia”. Poza tym, ja jej w zasadzie nie stosuję „niewolniczo” już od dawna. „Niewolniczo” w tym przypadku oznacza świadomie, dobrowolnie, konsekwentnie i z podjęciem koniecznego wysiłku. Co oznacza, że jeśli sklep jest zamknięty albo mi się nie chce, to w niedzielę nie idę na zakupy. Szczerze mówiąc, nie tylko nie stosuję tej zasady postępowania, ale nawet sumienie mi tego już specjalnie nie wyrzuca. I dobrze mi z tym. Gdyby nie to, że ktoś tam się czepił, nie byłoby problemu. Ten tyran-moralista i do tego skrupulant chce mnie wpędzić w nerwicę, otchłanie przedsoborowej moralności zamkniętej, w starotestamentalną moralność prawa, a nie moralność miłości i Kazania na górze, w której przecież bez wątpienia trwam i wzrastam w zawrotnym tempie. Oczywiście nie mogę przyznać się do tego, że mi się po prostu nie chce walczyć o wprowadzenie tej zasady w życie (czy jej reaktywowanie) z dokładnie tak samo ważnego powodu, jak nie chce mi się wynieść śmieci albo wyjść z psem w jesienny deszczowy ranek przed pracą. Muszę więc coś z tym zrobić. Po pierwsze, zadaję sobie pytanie, czy pochodzi ona wprost ze słów Pana Jezusa. Na szczęście nie. Drugie pytanie – czy została uroczyście ogłoszona jako obowiązująca przez Stolicę Piotrową. Na szczęście nie. Więc jeszcze jedno pytanie – czy potrafię ją racjonalnie uzasadnić. Uff, jak dobrze, że nie. Czy praktyka ta podlegała zmianom na przestrzeni wieków? Tak – co za ulga. Teraz mogę już w pełni spokojnie stwierdzić, że jest to ludzkie widzimisię, ludzki zwyczaj i mieszczańskie przyzwyczajenia, i z sercem wiary nie ma nic wspólnego. W zasadzie jest to zatem jedynie barokowo-trydencka przybudówka do pełnej świeżego powietrza moralności związanej z duchowością otwartą. Ale dla spokoju sumienia zapytam jeszcze kogoś (dajmy na to księdza), czy potrafi mnie przekonać. Całe szczęście, nie potrafił. W takim razie nie zamierzam wracać do sprawy aż do czasu, gdy ktoś mi nie dowiedzie, że to jest dobre. Jedni w ten sposób myślą o zakupach niedzielnych, inni o celibacie. Jeszcze inni o poście piątkowym czy mieszkaniu przed ślubem. Cała ta gigantyczna konstrukcja ma usprawiedliwić zwykłe, najzwyklejsze „nie chce mi się”, „uwiera mnie”, „nie jest to komfortowe”, „wymaga wysiłku i dziwaczenia”. Ale do tego nie wolno się przyznać – nawet przed sobą. Przed tym drugim, nieostrożnym podejściem do intuicji sumienia serdecznie przestrzegam. Bardzo szybko nabiera się wprawy w takim postępowaniu i coraz więcej zasad daje się tak unieszkodliwić. Wróćmy teraz do postawionego pytania. Moim zdaniem, istnieją przynajmniej dwie różnice pomiędzy przysłowiowym kupowaniem lodów w niedzielę a niedzielnym shoppingiem. Po pierwsze, kupienie lodów nie jest czymś, co potrafi odebrać dniu świętemu jego poświęcony Panu Bogu charakter i atmosferę wyjątkowości. A shopping jest. Po drugie – i tu wracam z uporem maniaka do argumentu „ze świadectwa” – świat nie potrzebuje od chrześcijan świadectwa: „Jedzenie lodów oddala od Pana Boga”. Świat potrzebuje świadectwa: „Ta cała konsumpcyjna tandeta utrudnia dojście do Pana Boga. I to jest szczególnie problem współczesnego świata”. Metafora galerii handlowej jako współczesnej świątyni wydaje mi się nie być od rzeczy. A metafora zoo czy lodziarni jako współczesnej świątyni? Ta wydaje się raczej bez sensu. Ale to oczywiście tylko metafory. Tekst jest fragmentem książki o. Janusza Pydy, którą niebawem wyda Fundacja „Dominikańskie Studium Filozofii i Teologii”. Tytuł i skróty pochodzą od redakcji fot. / remuz (Jack The Ripper) 19 grudnia 2014, 10:56 Urodzony w 1980 roku, absolwent filozofii UJ i teologii PAT. Duszpasterz krakowskiej "Beczki". Od kilkunastu dni próbuję napisać ten tekst i ciągle wskakuje mi do głowy pytanie: a co, jak zapyta? Jeśli ktoś spowiada się: "w piątek zjadłem mięso, bo zapomniałem, że piątek", to jaki jest Bóg, w którego wierzy? Kiedy zaczynam się Go bać i stresować, że coś poszło mi nie tak, więc teraz na pewno się obrazi, bo przecież totalnie zawiodłam i wydaje mi się, że tym razem wyczerpałam limit Jego darmowej miłości, dzieje się coś, co jest jak porządne uderzenie w głowę. Albo jak strzał prosto w serce. Boga obchodzi tylko jedno Grzegorz Kramer zmienia status na Facebooku i czytam: "Bóg jest dobry, dam się za to zabić". I myślę najpierw: wow, on jest tak bardzo pewien. A potem pytam siebie: co to dla mnie znaczy? Teraz i dzisiaj. W kontekście mojego dnia, planów, tego, co jest trudne albo wydaje mi się małym końcem świata. Przypominam sobie, jak bardzo zawalił św. Piotr, a Jezus nie zrobił mu ani jednego wyrzutu. Zapytał tylko: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?". Boga, którego zdradził przyjaciel, najbardziej obchodzi ciąg dalszy relacji. Jedyne, o co pyta, to miłość, a potem daje mu jedno z najważniejszych wyzwań na świecie. Michał Nikodem (lider wspólnoty Chefsiba) na jednym z wykładów opowiada, że jak rano żegna się ze swoją córką, to mówi do niej: jesteś piękna, dobra, kocham cię, a nie: masz być dzisiaj grzeczna i aktywna, nie kłócić się z koleżankami i wrócić z piątką. Jasne, że zależy mu na tym, żeby dobrze się zachowywała, uczyła itd., ale jako ktoś, kto kocha, podkreśla to pierwsze. Dziewczynka z taką dawką dobrych słów i miłosnych zapewnień wchodzi z odwagą nie tylko do swojej szkolnej klasy, ale też w każdy kolejny dzień. Skoro mądry tato potrafi tak dużo dać swojemu dziecku w czasie pożegnania, które trwa krócej niż minutę, co Bóg powiedziałby teraz do ciebie? Przecież On też jest dobrym Tatą. Do tego nieziemskim. Bóg nie jest policjantem z drogówki "W piątek zjadłem mięso, bo zapomniałem, że jest piątek" - kiedy ks. Boniecki słyszy takie słowa w czasie spowiedzi, zastanawia się, w jakiego Boga wierzy ten człowiek. Przyznaje, że piękne jest tak wrażliwe sumienie, ale Bóg to nie policjant z drogówki, który doskonale wie, w którym miejscu kierowcy przyśpieszają, więc ukrywa się w krzakach, żeby w dobrym momencie móc wypisać mandat. "Bóg taki nie jest. On nas kocha i nie czyha na to, że przez roztargnienie czy przez słabość nie zachowamy tej przepisowej wstrzemięźliwości" (tu możecie posłuchać całości nagrania ks. Adama). Święty Franciszek dbał o przestrzeganie postu i do tego samego zachęcał swoich braci. Kiedy jeden z nich nie mógł spać z powodu głodu, Franciszek w środku nocy ugotował coś dla niego. Z kolei święta Teresa w piątek zjadła pieczoną kaczkę, a potem doświadczyła jednej z piękniejszych modlitw w życiu. Bo post jest dla nas, a nie my dla postu. Warto znaleźć osobistą odpowiedź na pytanie: po co mi post? "Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć»" (Mk 2, 19-20). Bo choć Bóg zawsze jest blisko i to On na mnie czeka, szuka, tęskni, to ja ciągle mam tysiące ważniejszych spraw i stopniowo usuwam Go z mojej codzienności. Więc pytam siebie: gdzie ja dzisiaj jestem, jak daleko od Niego? I co mogę zrobić albo czego nie robić, żeby chociaż trochę się zbliżyć? Katolicy niewolnicy. Szynka ważniejsza niż miłość? >> Bóg rozbraja miłością Jemu chodzi o nas, a nie o zasady. Chce nas prawdziwych, z całą paletą rozczarowań, pretensji i porażek. Pomysły na post tak samo jak przykazania mają nam pomagać, ale nie mogą być jak cele. Łatwiej się pości i w piątek nie je mięsa z miłości, a nie ze smutnego obowiązku albo strachu przed karą. Przyjaciół nie chcemy rozczarowywać, a w dobrych relacjach nie ma miejsca na lęk, bo przestrzeń wypełnia bliskość. "Żryj cukierki, ale zadbaj o relacje" - taka grafika wpadła mi w oko na początku Wielkiego Postu i myślę, że jest rewelacyjna. Bo jeśli niejedzenie słodyczy albo niepicie kawy ma zrujnować relacje, z Bogiem albo z ludźmi, a po wrzuceniu do puszki od niechcenia 10 zł ktoś ubogi poczuje się gorzej, niż zanim to zrobiliśmy, to lepiej ani nie pościć, ani nie wspierać ubogich. Bóg tak kocha, że pozwolił zabić Jezusa. I to On już poniósł karę, "a dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia" (por. Rz 8, 1). Bóg jest miłością - to zdanie powtarzane setki razy, spowszedniało, brzmi czasem jak tani slogan. Dopiero, kiedy spędzimy z tymi słowami chociaż 20 minut, mają szansę nabrać większego znaczenia. Wtedy szynka w piątek nie jest już ani wielkim wyzwaniem, ani powodem do wielkich wyrzutów sumienia. * To fragment kazania, które usłyszałam w jeden z Wielkich Czwartków. Poruszyło mnie na tyle, że najważniejsze myśli zapisywałam na pożyczonej chusteczce, pożyczonym długopisem: "Jezus wie, że nigdy nie będę gotowy na miłość. Że nigdy nie uznam się godnym takiej miłości. Że nie przepracuję swojego życia tak, by zasłużyć na miłość, na kochanie, na szczęście. Dlatego nie czeka. Bo Bóg nie czeka. On ściąga uroczystą szatę swojego Bóstwa, tak by nie przeszkadzała i mnie, i Jemu. I wstaje od stołu. Nie rzuca mojego życia na kolana, nie łamie mojego życia, by dać mi miłość. On sam klęka przede mną i myje moją stopę, na której stoi moje życie. I kocha mnie. Tylko taka miłość - prosta i zwyczajna - może rozbroić mój intelekt. Moje rozumienie, obawy, uprzedzenia, kalkulacje. Te wszystkie zasieki życiowych doświadczeń, które gromadzimy przez całe życie. Zza których tęsknimy, boimy się, zza których czekamy, czy ktoś nas pokocha, czy ktoś do nas przyjdzie. A kiedy próbujemy przez nie przebrnąć, to się tylko ranimy. Przychodzi do nas rozbrajająca miłość na kolanach. Trywialna i codzienna. Z miską i ręcznikiem. Subtelny teolog Jan pokazuje nam Jezusa klękającego przed nami z miską i ręcznikiem. Bez słów i bez czekania na zrozumienie. Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Dałem wam przykład, abyście tak postępowali wobec siebie. Jeśli nawet wiecie to wszystko, szczęśliwi będziecie dopiero wtedy, gdy będziecie to spełniać (...). Dopiero wtedy będę szczęśliwy, gdy pozwolę Bogu klęknąć przed moim podeptanym życiem. Pokochać to, co brudne, wstydliwe, zranione we mnie. A potem odważę się klęknąć przed drugim człowiekiem i go obmyć i pokochać w tym, co kruche. Dopiero wtedy będę szczęśliwy. Ta akcja idzie dalej. To nie jest pobożna abstrakcja. To jest liturgia mojego życia. Liturgia, która zawsze dzieje się w obecności Boga i konkretnego człowieka, ale podczas gdy nam kolana tak rzadko drżą i tak rzadko potrafimy klęknąć przed sobą i drugim człowiekiem i być blisko siebie, On to robi pierwszy po to, żebym się już nie bał". Tutaj posłuchacie całego kazania ojca Michała Adamskiego, dominikanina. Edyta Drozdowska - z wykształcenia polonistka i pedagog, z pasji dziennikarka i trenerka. Ma w sercu jedność chrześcijan. Lubi życie w rytmie "magis", czyli dawanie z siebie więcej niż trzeba Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Autor Wiadomość Dołączył(a): Pt sty 02, 2009 23:07Posty: 5 Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Czy świadome zjedzenie mięsa w piątek jest grzechem ciężkim, z którego należy się wyspowiadać? Nawet jeżeli nie czuję, że występek ten oddzielił mnie od Miłości i więzi z Bogiem? Czy wg nowych przykazań kościelnych ścisły post nie obowiązuje nas tylko w Środę Popielcową i Wielki Piątek? Byłabym wdzięczna za doprecyzowanie tych zagadnień. Pozdrawiam. So sty 03, 2009 0:20 szumi Moderator Dołączył(a): Pt sty 04, 2008 22:22Posty: 5619 Kodeks Prawa Kanonicznego podaje: Cytuj:Kan. 1251 - Wstrzemięźliwość od spożywania mięsa lub innych pokarmów, zgodnie z zarządzeniem Konferencji Episkopatu, należy zachowywać we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada jakaś uroczystość. Natomiast wstrzemięźliwość i post obowiązują w środę popielcową oraz w piątek Męki i Śmierci Pana naszego Jezusa Chrystusa. U nas Episkopat podtrzymał ten zwyczaj i jest zakaz jedzenia mięsa w piątki (chyba, że wypadki w dany dzień uroczystość). Nie jest to post, a wstrzemięźliwość (abstynencja). Ścisły post to coś zupełnie innego niż wstrzemięźliwość. _________________Η αληθεια ελευθερωσει υμας... Veritas liberabit vos... Prawda was wyzwoli... (J 8, 32b) So sty 03, 2009 10:14 Anonim (konto usunięte) Re: Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Jelonek napisał(a):Czy świadome zjedzenie mięsa w piątek jest grzechem ciężkim, z którego należy się wyspowiadać? Nawet jeżeli nie czuję, że występek ten oddzielił mnie od Miłości i więzi z Bogiem? Czy wg nowych przykazań kościelnych ścisły post nie obowiązuje nas tylko w Środę Popielcową i Wielki Piątek? Byłabym wdzięczna za doprecyzowanie tych zagadnień. dokladnie odwrotnie ... w Środę Popielcową i Wielki Piątek obowiązuje post jakościowy (a dokładniej wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych) i ilościowy. Natomiast w zwykłe piątki w ciągu roku- wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Kodeks Prawa Kanonicznego napisał(a):Kan. 1250 - W Kościele powszechnym dniami i okresami pokutnymi są poszczególne piątki całego roku i czas wielkiego 1251 - Wstrzemięźliwość od spożywania mięsa lub innych pokarmów, zgodnie z zarządzeniem Konferencji Episkopatu, należy zachowywać we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada jakaś uroczystość. Natomiast wstrzemięźliwość i post obowiązują w środę popielcową oraz w piątek Męki i Śmierci Pana naszego Jezusa 1252 - Prawem o wstrzemięźliwości są związane osoby, które ukończyły czternasty rok życia, prawem zaś o poście są związane wszystkie osoby pełnoletnie, aż do rozpoczęcia sześćdziesiątego roku życia. Duszpasterze oraz rodzice winni zatroszczyć się o to, ażeby również ci, którzy z racji młodszego wieku nie związani jeszcze prawem postu i wstrzemięźliwości, byli wprowadzeni w autentyczny duch świadome zjedzenie mięsa w piątek jest grzechem ciężkim, z którego należy się wyspowiadać? Cytuj:czy pocałunek z ukochaną osobą (partner) jest grzechem lekkim czy ciężkim? Świadomie połączyłam te pytania, bo wszystko jest rzeczą względną - np. nie jest grzechem zjedzenie mięsa na stołówce, kiedy nie mamy wyboru. Ważny jest także nasz wiek- bo może wstrzemięźliwość nas nie obowizuje? stan zdrowia ... Tak samo nie będzie grzechem pocałunek w policzek. So sty 03, 2009 10:17 szumi Moderator Dołączył(a): Pt sty 04, 2008 22:22Posty: 5619 Proszę się trzymać tematu, a nie poruszanych OT'ów!Tu dyskutujemy o wstrzemięźliwości piątkowej! _________________Η αληθεια ελευθερωσει υμας... Veritas liberabit vos... Prawda was wyzwoli... (J 8, 32b) N sty 11, 2009 22:11 aperitif Dołączył(a): Pn sty 05, 2009 9:49Posty: 163 Czy jest grzechem ciężkim? Śmiem, ale tylko śmiem twierdzić, że nie?A dla czego? a dla tego, że osoba żyjąca Chrystusem świadomie gdy nie ma wyjścia nie będzie jadła mięsa w piatek, a osoba żyjąca swoim życiem i przy okazji bedąc tzw wierzącą jak zję to chyba Bogu to obojtne. Oczywiście przejaskrawiam i mam nadzieje, że mnie rozumiecie . Prawdziwy katolik, nie chce obrażac i zasmucać Jezusa. _________________Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą... Tylko głupiec samowolę nazywa wolnością... Mój Kraków, moja Nowa Huta The best strona tatoo: N sty 11, 2009 22:20 kanap Dołączył(a): Śr sie 27, 2008 16:47Posty: 291 Jest grzechem a jaką ma wagę (czy jest śmiertelnym czy lekkim) nie mam pojęcia . Bagatelizowanie grzechów lekkich jest szaleństwem. Teraz poszczenie (nie spożywanie posiłków mięsnych) to mały pikuś za czasów Jezusa poszczono o chlebie i wodzie dwa razy w tygodniu ... Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam.. (Łk 18,9-14). _________________ In hoc signo vinces Pn sty 12, 2009 22:33 szumi Moderator Dołączył(a): Pt sty 04, 2008 22:22Posty: 5619 I obecnie są osoby, które poszczą o chlebie i wodzie dwa razy w tygodniu. I nie tylko w zgromadzeniach zakonnych. _________________Η αληθεια ελευθερωσει υμας... Veritas liberabit vos... Prawda was wyzwoli... (J 8, 32b) Pn sty 12, 2009 22:52 szumi Moderator Dołączył(a): Pt sty 04, 2008 22:22Posty: 5619 Istotnie nie jest to temat o Mediugorie, dlatego usunąłem co się nie tyczyło tematu. _________________Η αληθεια ελευθερωσει υμας... Veritas liberabit vos... Prawda was wyzwoli... (J 8, 32b) Wt sty 13, 2009 18:34 czlowiek1 Dołączył(a): N gru 05, 2010 20:40Posty: 7 Re: Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Czemu taki sprzeciw budzi to przykazanie? Ludzie są zawsze gotowi szafować argumentami z Pisma św, z ich interpretacji Wiary przeciwko temu przykazaniu. Co jest w tym przykazaniu tak śmieszne że nawet księża z niego drwią? Czemu brakuje ludziom pokory, aby zaakceptować, że post jest esencjonalnie częścią katolicyzmu. To różni nas od protestantów, może w tym piątkowy od mięsa to minimum postu które katolicy muszą wykonywać aby spełnić przykazania Boże. Ile razy ksiądz, ile razy na katechezie się słyszy że dobre uczynki polegają na poście, jałmużnie i modlitwie? Głusi jesteście. Wiara wymaga wyrzeczenie i poświęcenie się Bogu. N gru 05, 2010 21:24 kropeczka_ns Dołączył(a): Wt mar 17, 2009 18:36Posty: 2041 Re: Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Myślę że sporadyczne zjedzenie mięsa przez zapomnienie (bo zdarza się przecież) albo jakoś w wyjątkowej sytuacji- np gdy jesteśmy do kogoś zaproszeni na obiad i nie wypada odmówić, nie jest grzechem ciężkim, najwyżej lekkim. Ale jeśli to zapominanie powtarza się co tydzień... to warto się zastanowić. Jeśli mamy wybór, powinniśmy wybrać danie bezmięsne. Wiem że są wątpliwości w kwestii np pasztetu - czy jest to mięso czy nie- i ludzie różnie to interpretują. Myślę że np zupa ugotowana na mięsie nie może być ściśle uznana za danie mięsne (ja tak przynajmniej przyjmuje i taką zupę jadamy w piątek). Warto myślę pomyśleć o "swoim" dobrowolnym poście, o odmówieniu sobie tego co nam sprawia przyjemność czy jest nawykiem- znam wiele osób dla których znacznie większy problem stanowiłoby odmówić sobie słodyczy:) niż mięsa. Może warto sobie w piątek odmówić czegoś dobrowolnie, słodyczy, komputera, telewizora?Jeśli mamy gości w piątek myśle że powinniśmy dać świadectwo o sobie i przygotować kolację bezmięsną. _________________Ania Pn gru 06, 2010 9:16 mikalosz Dołączył(a): Cz gru 02, 2010 9:09Posty: 14 Re: Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Niedawno sie dowiedziałem ze aposołowie w nasz piatek wieczor jedli kolacje szabasowa a tam jedna z tradycyjnych potraw jest czulent....to potrawa z miesem Zdaje sie ze u nas jakies 2 lata temu tez zniesiono ten zakaz jedzenia miesa w piatek. chociaz osobiscie z przyzywczajenia nie jem ..... jakis taki nawyk pozostał. Cz gru 09, 2010 12:20 szumi Moderator Dołączył(a): Pt sty 04, 2008 22:22Posty: 5619 Re: Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Nie ma w Polsce zniesionego zakazu jedzenia mięsa w piątki. _________________Η αληθεια ελευθερωσει υμας... Veritas liberabit vos... Prawda was wyzwoli... (J 8, 32b) Cz gru 09, 2010 21:19 Anonim (konto usunięte) Re: Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? czlowiek1 napisał(a):Post piątkowy od mięsa to minimum postu które katolicy muszą wykonywać aby spełnić przykazania konkretnie Boże przykazanie zakazuje jedzenia mięsa w piątki?Jeden jest zdania, że można jeść wszystko, drugi, słaby, jada tylko jarzyny. Ten, kto jada [wszystko], niech nie pogardza tym, który nie [wszystko] jada, a ten, który nie jada, niech nie potępia tego, który jada; bo Bóg go łaskawie przygarnął. [...]Jeden czyni różnicę między poszczególnymi dniami, drugi zaś uważa wszystkie za równe: niech się każdy trzyma swego przekonania! Kto przestrzega pewnych dni, przestrzega ich dla Pana, a kto jada wszystko - jada dla Pana. Bogu przecież składa dzięki. A kto nie jada wszystkiego - nie jada ze względu na Pana, i on również dzięki składa Bogu. Cz gru 09, 2010 22:06 ToMu Dołączył(a): Cz kwi 14, 2005 9:49Posty: 10063Lokalizacja: Trójmiasto Boże - żadne. Kościelne - jedno tak. _________________Wiara polega na wierzeniu w to, czego jeszcze nie widzisz. Nagrodą wiary jest zobaczenie wreszcie tego, w co wierzysz. (św. Augustyn z Hippony)Było, więc jest... zawsze w Bożych rękach - blog | www Pt gru 10, 2010 15:45 meritus Dołączył(a): Cz sie 05, 2004 17:05Posty: 1914 Re: Jedzenie mięsa w piątek - grzechem? Jezus im odpowiedział: "Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. (Mk 2,20) Pt gru 10, 2010 16:36 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników Alicja Samolewicz Jeglicka: Jak to w końcu jest – czy w piątek można jeść mięso? Raz nie wolno jeść, raz można …STACJA7 POLECA DRUGA. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie. 34,90 zł Zamów EBOOK Wakacje z Janem Pawłem II 12,90 zł Zamów EBOOK "Więcej aniżeli ci". Rekolekcje wielkanocne. Ideał miłości 24,90 zł Zamów EBOOK Modlitewnik Maryjny. ”Powierz się Matce!” 9,90 zł Zamów EBOOK Jutro Niedziela ROK C 39,90 zł Zamów EBOOK Nawykownik Biblijny 4,90 zł Zamów EBOOK Męski Modlitewnik 24,90 zł Zamów EBOOK Modlitewnik Weź i się módl 17,90 zł Zamów EBOOK Modlitwy na adorację krzyża 4,90 zł Zamów Siła nadziei - Joachim Badeni OP 17,90 zł Zamów 30 SCEN Z ŻYCIA MARYI - ANETA LIBERACKA KSIĄŻKA 14,90 zł Zamów Ks. Krzysztof Nowak*: W religii trzeba podchodzić do spraw nieco inaczej niż w przypadku prawa cywilnego. Jeśli prawo kościelne nie nakłada sankcji za nieprzestrzeganie postu to nie znaczy, że wolno jeść. Człowiek wierzący musi wiedzieć, że piątek jest pamiątką śmierci Chrystusa i należy jakoś go odróżnić od innych dni. Żyć skromniej, jeść mniej, zachować powagę tego dnia… chociaż nie trzeba odczytywać już nie w świetle Wielkiego Piątku, ale Niedzieli Zmartwychwstania. Zło zostało dobrem zwyciężone – ale trzeba pamiętać, że to my – ludzie, i w Jerozolimie i w naszym mieście – przyczyniamy się do męki Jezusa … Trzeba dobrze odczytać słowa do płaczących niewiast: „Nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i swoimi synami …” To, że Kościół zniósł sankcje prawne wobec urządzających zabawy huczne w piątki, nie oznacza, że należy je robić bez żadnych oporów moralnych. Z Miłości należy w ten dzień trwać przy Chrystusie! Czy to jest jakoś regulowane czy może zależy to od naszego sumienia i tego jak zostaliśmy wychowani?Przeczytaj równieżKościół reguluje sprawy prawne, liturgiczne, sakramentalne i chciałby pomagać w sprawach duchowych. Nie może jednak niewolić człowieka, skoro nie niewoli go sam Bóg. Przykazanie o zakazie urządzania zabaw w piątki, zostało zignorowane przez bardzo wiele osób i instytucji. To pokazuje, że potrzeba nam raczej teraz Ewangelizacji na wielką skalę niż zaostrzania dzisiejszych czasach, gdy ludzie mają problemy z wiarą, muszą mieć problemy z postem. Nie należy wiec zaczynać od końca, ale wrócić do ewangelizacji. Tak żeby ludzie znowu uwierzyli – to da szansę na powrót do postów bez przymusu i nakazów prawa. Jak ludzie mają przestrzegać określonych unormować, skoro one tak łatwo się zmieniają?Ludzie dość powszechnie nie przestrzegali postów piątkowych. Nie trzeba tu być wielkim filozofem, żeby zwrócić na to uwagę. Dzieci i młodzież w piątki przynosili kanapki z mięsem, zamawiali pizze (nie wegetariańska), były grille, dyskoteki, domówki itd. Ci raczej nie mogą powiedzieć, że zmienność prawa wpłynęła na ich post :)Pozostali, którzy zachowywali posty piątkowe od lat, także teraz będą je zachowywać. Ani ja, ani moi bliscy, nie zamierzamy rzucić się w każdy piątek na mięso. Uważam, że tak naprawdę – nic się nie zmieni w menu chrześcijan polskich. Będzie tylko jedna zmiana – ludzie po piątku, będą mogli (z czystym sumieniem) iść kolejnego dnia do Komunii biskupi mają moc decydowania o tym, co jest grzechem, a za chwilę co nim nie jest?Bezpośrednio o grzechach decyduje Bóg. Co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Bóg zostawił Kościołowi władzę rozgrzeszania, ale nie ustanawiania i odwoływania grzechów. Biskupi nie zmieniają Dekalogu w żadnym słowie. Regulują natomiast to, co określane jest mianem Przykazań Kościelnych. Inaczej mówiąc, pewnych zasad wspólnoty ludzi wierzących – a do tego już mają prawo, jeśli decydują kolegialnie, w porozumieniu ze Stolicą Apostolska i z uwzględnieniem Tradycji. Będę tu bronił decyzji biskupów – zaostrzanie prawa w takiej sytuacji nic nie da. Nie będziemy przecież nakładali sankcji na ludzi, gdy nie będą pościć. To nie wzmocni ich wiary. Powtarzam – utracili w sercu sens postu, bo utracili lub osłabili swoją wiarę. Trzeba ewangelizować a nie wzmacniać krucjatę zachęcam i proszę, żeby wszyscy, którzy widzą sens postu, ofiarowali go w intencji tych, którzy od niego odeszli. Musimy pomóc sobie jak bracia, a nie jak strażnicy. Musimy wrócić do zasady żywa wiara rodzi żywe praktyki religijne. Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!Najciekawsze artykułyco tydzień w Twojej skrzynce mailowejRaz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7 Start » Pytania » Społeczeństwo i kultura autor: gość 2012-06-07 09:00:12 piątek mieso jedzenie grzech

czy jedzenie mięsa w piątek to grzech