Wojna Profesor Walery Pisarek zostawił po sobie prócz niewygłoszonej w Katowicach laudacji, która była ostatnim jego tekstem, inny ostatni ślad: wypowiedź wygłoszoną. Dowiedziałem się o tym dzięki Dorocie, córce profesora. Ten jego wykład można usłyszeć w Internecie. Znalazłem i usłyszałem. Nawet więcej. Zobaczyłem. Głos wykładowcy płynie z obrazu, bo wyświetla się Otóż podczas Dni Ułana, po zakończonym apelu poległych rozbrzmiewa tu odegrana na trąbce, XVIII-wieczna melodia "Jak to na wojence ładnie". Wszystkich poznaniaków zapraszamy na tegoroczne Jak to na wojence ładnie, Kiedy ułan z konia spadnie. Koledzy go nie żałują, Jeszcze końmi go tratują. Rotmistrz z listy go wymaże, Wachmistrz trumnę zrobić każe. A za jego młode lata Grają trąby tra-ta-ta-ta. A za jego twarde znoje Wystrzelą mu trzy naboje. A za jego trudy, prace, Wystrzelą mu trzy kartacze. Śpij kolego Postęp snobizmu robi swoje. Dzisiejszy Krakowianin uczuł się dotknięty, gdy mu pokraczni wojownicy zaśpiewali piękną piosenkę Ernesta Buławy: „Jak to na wojence ładnie…” Bo i naprawdę: „kiedy ułan z konia spadnie – koledzy go nie żałują – jeszcze końmi potratują”. Wesoło! Zuchy chłopcy! JAK TO NA WOJENCE Jak to na wojence ładnie, Jak to na wojence ładnie, Kiedy ułan z konia spadnie, Kiedy ułan z konia spadnie. Koledzy go nie ratują, Koledzy go nie ratują, Jeszcze końmi potratują, Jeszcze końmi potratują. A za jego młode lata A za jego młode lata Zagrają mu tra ta ta ta. Zagrają mu tra ta ta ta. → – oczywistych dla swoich czasów – skojarzeń. Ułan jest na tych obrazach: pięknie umundurowany („malowane dzieci”), odważny, zawadiacki i cieszy się wielką popularnością wśród dziewcząt i kobiet, jest dumny ze swojego „znaku” – uważa się za elitę wojska („Lepszy wąs ułański, niż cała piechota”). iemkUx. „Jak to na wojence ładnie” brzmią słowa pieśni żołnierskiej. Jednak skoro jest ładnie, „kiedy ułan z konia spadnie”, to wcale ładnie nie jest. Te słowa to tylko ułańska fantazja, wojna to śmierć i zniszczenia, wojna jest złem. Ale są dwa rodzaje wojen, są niesprawiedliwe toczone bez słusznego powodu, gdy agresor dąży do przejęcia cudzego terytorium i są wojny sprawiedliwe, toczone w obronie własnego państwa, w imię wartości dla ludzi ważnych. Pojęcia wojny sprawiedliwej używała polska dyplomacja (Paweł Włodkowic) w przypadku wojen prowadzonych z zakonem krzyżackim za panowania Władysława II Jagiełły. Są też wojny, które musimy prowadzić, jak to było w 1920 roku – obchodzimy rocznicę Bitwy Warszawskiej. Pamiętamy o Powstaniu Warszawskim 1944 roku, wkrótce kolejna rocznica wybuchu II wojny światowej, gdy we wrześniu 1939 roku na Polskę napadli Hitler i Stalin. Te wojny musieliśmy toczyć, dla nas one były sprawiedliwe, trzeba było przeciwstawić się niesprawiedliwej napaści agresorów. Jednak wspominając takie zdarzenia, czcząc bohaterów, pochylając się ze smutkiem nad ofiarami, nie zapominając o stratach i zniszczeniach musimy dziś w wolnej Polsce zrobić wszystko, aby nie znaleźć się w sytuacji, gdy takie wojny trzeba prowadzić. Słabość myślenia strategicznego O tym jak się bronić powinniśmy ustalić w przyjętej strategii. Tymczasem odnosząc się do strategii należy odnotować istotne ograniczenia polskiego myślenia w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego. Możemy dostrzec trudność z całościowym, strategicznym, ujmowaniem problematyki obronnej w oparciu o polski interes narodowy. Polacy od XVIII wieku nie mieli własnego państwa. W ciągu prawie dwu wieków nie było sposobności tworzenia ośrodków polskiej myśli strategicznej. Pewne osiągnięcia w tej mierze uzyskano w latach II RP jednak sukces strategiczny w 1939 roku (przekształcenie konfliktu z Niemcami w wojnę światową) zatarła wrześniowa klęska militarna. Natomiast przyjęta później przez polskie władze na uchodźstwie koncepcja pełnego i lojalnego wspierania sojuszników, nawet kosztem własnych interesów, okazała się błędną. Sojusznicy nie odpłacili bowiem taką samą lojalnością oddając Polskę w niewolę sowiecką. Satelicka „Polska Ludowa” z racji oczywistych nie miała własnego planowania strategicznego. Tym zajmowano się na Kremlu. Po upadku komunizmu nie było na terenie Polski państwowych ośrodków myśli strategicznej. Także „opozycja konstruktywna” przejmująca rządy w następstwie Okrągłego Stołu nie potrafiła takich ośrodków wykreować. Zaczęto poszukiwać koncepcji bezpieczeństwa Polski na Zachodzie. Sądzono, że rozwiązaniem będzie to, co wypracowano w NATO. Pojawiło się naśladownictwo obcych rozwiązań i wzorów w oderwaniu od rzetelnej oceny krajowych potrzeb i uwarunkowań. Istotnym ograniczeniem polskiego myślenia o obronie jest też hodowany w Polakach przez wrogów kompleks słabości i przekonanie, że obrona Polski będzie niemożliwa bez pomocy sojusznika. Ten brak wiary we własne siły sprawia, że nie podejmuje się prób odnajdywania czynników własnej siły. Powyższe ograniczenia odcisnęły swoje piętno na strategiach przyjmowanych przez władze III RP. Francuski teoretyk sztuki wojennej generał Andre Beaufre (“Wstęp do strategii. Odstraszanie i strategia”) zalecał odrzucenie biernej postawy wobec wydarzeń wyrażającej się w pytaniu: co się stanie? Zalecał by stosować twórcze wezwanie: co powinniśmy zrobić? Co powinniśmy zrobić? Biorąc pod uwagę kierunki zmian w relacjach międzynarodowych widzimy, że kwestia militarnego bezpieczeństwa kraju nabiera podstawowego znaczenie. I tutaj powinno być oczywiste, co trzeba zrobić. W sferze militarnej NAJPIERW NALEŻY OPRACOWAĆ STRATEGIĘ OBRONNOŚCI RP. Nie można opierać się na tym co w tej dziedzinie tworzono w latach minionych. Ten dorobek ma tylko historyczne znaczenie. Jeżeli będziemy mieli nową strategię należy sprawdzić, czy istniejący system obrony państwa i siły zbrojne RP są w stanie tę strategię realizować. Powinien być przeprowadzony sprawdzian badający pod tym kątem wojsko. Po nim okaże się, w którym miejscu są braki i będzie można ustalić jak je usunąć. Dopiero na takiej podstawie będzie można tworzyć plany modernizacji armii i ustalać wydatki obronne. Uzbrojenie i sprzęt to narzędzia walki, należy je dobierać pod kątem wykonywanych zadań, nie wolno kupować uzbrojenia i dopiero zastanawiać się jak je wykorzystać. Strategicznym celem obrony Polski powinno być unikanie wojny w rezultacie wykazania potencjalnemu agresorowi, że Polski nie będzie w stanie opanować. Dotąd w Polsce uważano, że siły zbrojne RP w obliczu konfrontacji z mocarstwami (Niemcy, Rosja) nie będą w stanie zagwarantować bezpieczeństwa. Przyjmowano, że dla skutecznej obrony konieczne jest wsparcie innych mocarstw (Anglia, Francja). Dziś Polska liczy na sojuszników z NATO, głównie na USA. Pozostaje jednak wątpliwość, czy tym razem, inaczej niż to było w 1939 roku, sojusznicy nie zawiodą. Obowiązuje pogląd: w razie napaści należy podjąć obronę wojskami operacyjnymi – a w obliczu przewagi agresora zastosować obronę manewrową i dotrwać do pomocy sojuszniczej. Tak wyglądała obrona w 1939 r.; skutek – klęska! Dopiero wtedy, warunkach klęski, podjęto próbę zorganizowania oporu, dziś mówimy asymetrycznego, przy braku odpowiednich struktur, kadr, broni – efektem była wyniszczająca wojna prowadzona w konspiracji (Powstanie Warszawskie), ogromne straty wśród ludności cywilnej. Powinniśmy przyjąć inne założenia obrony: w wymiarze strategicznym prezentowanie zdolności do powszechnej obrony kraju – wola narodu stawienia oporu asymetrycznego w razie najazdu jako czynnik przekonujący agresora, że Polski, nawet po rozbiciu jej wojsk operacyjnych, nie będzie można okupować. Podstawa systemu obrony narodowej RP musi być powszechna obywatelska obrona całego terytorium państwowego, a w tym: przygotowane do obrony możliwie liczne rejony zurbanizowane; występujące wszędzie lokalne siły zdolne do prowadzenia działań nieregularnych. Wniosek: należy utworzyć system defensywny obrony kraju z obywatelskimi siłami OT jako głównym elementem struktury obronnej państwa. Dlaczego Obrona Terytorialna? Planujący wojnę dokonuje kalkulacji sił własnych i przeciwnika, stara się uzyskać przewagę, która mu zapewni zwycięstwo. Jeśli stronami konfliktu są państwa posługujące się podobnymi środkami walki (regularne armie uzbrojone w ciężki sprzęt) wystarczy uzyskać trzykrotną przewagę materialną, aby zwyciężyć. Dlatego państwa dysponujące mniejszym potencjałem usiłują równoważyć materialne dysproporcje poszukując silnych sojuszników. Jednak ich los w wojnie jest uzależniony od tego, czy potężny sojusznik udzieli pomocy. Jeśli tego nie zrobi zaatakowane państwo poniesie klęskę. Przykładem takiej sytuacji było położenie Polski we wrześniu 1939 r. W drugiej połowie XX wieku i w czasach współczesnych pojawiły się nowe inne sposoby rozgrywania wojen w których zwycięstwa zaczęły odnosić strony materialnie słabsze. Mamy liczne konflikty określane jako asymetryczne, wojny hybrydowe, formą rozgrywania starcia stał się nawet terroryzm. Sposobem uzyskania zwycięstwa są działania określane jako nieregularne; z jednej strony będzie armia ciężko uzbrojona, a z drugiej formacje lekko uzbrojone, stosujące proste, by nie powiedzieć prymitywne środki bojowe, np. improwizowane ładunki wybuchowe. Okazało się, że do pokonania przeciwnika asymetrycznego trzykrotna przewaga nie wystarcza. Eksperci i analitycy twierdzą, że trzeba dokonać innych kalkulacji sił. Jeśli więc zamierza się opanować teren na którym będzie opór nieregularny to w przypadku obszarów o małym stopniu pokrycia roślinnością (np. pustynia) trzeba dysponować siedemnastokrotną przewagą (liczbą żołnierzy). Jeśli są to tereny pokryte dżunglą, górzyste to przewaga powinna wynosić 56 : 1. Podobnie wysokie wskaźniki trzeba uzyskać działając na terenach zurbanizowanych, gdzie zresztą toczy się większość konfliktów asymetrycznych. Zdobywając miasto, nawet okrążone i pozbawiane pomocy z zewnątrz, atakujący powinien mieć przewagę jak 46 : 1, a niekiedy nawet 52 : 1. Uważa się, że w warunkach europejskich, gdzie jest dużo terenów zurbanizowanych, dla osiągniecia pełnej kontroli nad zajmowanym terenem trzeba dysponować przewagą co najmniej jak 32 :1. Nie chcemy wojny! Wychodząc z takich przesłanek i konfrontując je z warunkami polskimi można założyć, że przygotowane do działań nieregularnych polskie siły agresor mógłby sparaliżować dysponując dwudziestokrotną przewagą. Dlatego wystawienie przez Polskę w przypadku zagrożenia wojennego półmilionowych wojsk terytorialnych zdolnych do prowadzenia działań nieregularnych byłoby sposobem na zniechęcenie agresora – nie byłby on w stanie wystawić dziesięciomilionowej armii do sparaliżowania polskiego oporu. To dlatego amerykański strateg Edward Luttwak powiedział, że Polska budując masową powszechną obronę terytorialną będzie NIEPOKONALNA. Propagowana przeze mnie koncepcja uniknięcia wojny (odstraszenia potencjalnego wroga) dzięki OT jest odrzucana, a bywa nawet wyśmiewana. Słyszę też, że chcę narazić Polaków na rzeź, powtórkę z Powstania Warszawskiego i zamierzam bronić się na własnym terytorium, gdy należy prowadzić wojnę na terytorium wroga. Zestawia się ciężkie uzbrojenie czołgi, rakiety, śmigłowce napastnika z lekkim uzbrojeniem OT wskazując, że nie ma ona wielkich szans w walce. Uważa się, że Polska powinna kupić trochę (bo na wiele nas nie stać) rakiet, śmigłowców, samolotów, nimi grozić potencjalnemu napastnikowi i w ten sposób go odstraszać. Trudno to przyjąć bowiem tak odstraszany napastnik będzie miał przecież więcej tych rakiet, czołgów i nadal może zaatakować. Czego nie rozumieją krytycy prezentowanego sposobu na obronę Polski? Nie rozumieją na czym obecnie polegają działania nieregularne. Nie pojmują, że lekko uzbrojone siły OT nie będą ścierać się frontalnie z ciężkimi dywizjami agresora, ale uderzać tam, gdzie będzie on słaby. Powszechność oporu musi sprawić, że agresor chcąc kontrolować cały kraj podzieli swoje siły. To zaś oznacza, że będzie operować w małych ugrupowaniach z odsłoniętym zapleczem. Obrońcy będą mogli stawić opór na terenach zurbanizowanych i zagrozić liniom zaopatrzenia napastnika. Dwudziestokrotna przewaga jest potrzebna agresorowi do nasycenia całego terytorium wojskiem, aby opór nieregularny był niemożliwy. Jeśli napastnik nie będzie dysponował taką przewagą, to ciągle będą rejony, których nie będzie kontrolował i tym samym nie zdoła opanować Polski. W tych warunkach lepiej nie atakować Polski niż wikłać się w niekończący się konflikt asymetryczny. I na tym polega istota odstraszania z wykorzystaniem sił OT. POLECAMY TAKŻE: “Niemądrzy tropiciele głupoty” OBRONA TERYTORIALNA, WOT, WOJSKA OBRONY TERYTORIALNEJ, BITWA WARSZAWSKA, PLAN OBRONY POLSKI, ROSJA, POLSKA, WOJNA, WOJSKO, CUD NAD WISŁĄ, WARSZAWA, WOJSKO POLSKIE, WOJNA OBRONNA, DZIAŁANIA PARTYZANCKIE, WOJNA HYBRYDOWA Oczywiście, trzeba dodać też wcześniejszą frazę, czyli: “jak to na wojence ładnie”. Nie jestem pewien czy ktoś gdzieś jeszcze śpiewa tę pieśń, podejrzewam, że spora część społeczeństwa mogłaby dostać przy tym zawału ze zgrozy. Bo jakże to, pisać w ten sposób o wojnie? Tak się robiło tylko w epoce błędów i wypaczeń. Nie, nie okresie, tylko epoce. Tej od chwały. “Bylebykoń, czyli prawdziwa opowieść o prawdziwych mężczyznach” – tak zaczynała się pewna satyryczna audycja radiowa igrająca z motywami westernu. Ponieważ słuchałem jej z kasety w wieku lat ośmiu, zapamiętałem z niej tylko to pierwsze zdanie. Konie, kluczowe dla westernów i polskiej mitologii wojennej, nie miały dotąd lekko w grach. Na przykład zdaniem twórców Fallouta nie przetrwały radioaktywnej zawieruchy. W serii Total War z kolei wcale ich nie było, nie licząc pierwszej części Rome. Że pamiętacie z tych gier kawalerię? Owszem, kawaleria była, ale konie niezupełnie. Poza Rome w serii TW długo walczyliśmy na czymś w rodzaju centaurów, z których spaść było nie sposób. Czy jeźdźcy byli trafiani strzałami, płonącymi pociskami z balist czy po prostu wrażą piką bądź mieczem padali martwi z końmi. Jednego możecie być pewni – nawet zadźgany setkami włóczni ten rycerz nie spadł z konia. A może chodziło o to, że rumaki były tak wierne, że zawsze ginęły wspólnie z jeźdźcami? Jedynie pierwszy Rzym różnił się pod tym względem. Być może twórcy uznali, że skoro Rzymianie nie znali strzemion, to po śmierci nie będą w stanie utrzymać się w siodle, jak ich koledzy z Japonii bądź średniowiecznej Europy? Co interesujące, wojownicy z TW znali przy tym magiczne zaklęcie pozwalające im oderwać się od końskich grzbietów, do których byli przyrośnięci, jeśli istniała potrzeba, by zmienić ich w piechotę. Z kolei bohaterowie gier cRPG dość powszechnie cierpieli na koniofobię, w każdym razie w epoce rzutów izometrycznych. Gdy wreszcie się z niej wyzwolili, między innymi w świecie 3D zaoferowanym im przez serię The Elder Scrolls, okazało się, że kompletnie nie mają pojęcia o walce konnej. Przy okazji padły konie ofiarą przekonania, że chciwość jest dobra i zupełnie nie z własnej winy stały się symbolem łupieżczego DLC. Radością dla duchowych kawalerzystów musiała stać się gra Mount & Blade, w której nie tylko możemy walczyć konno, ale kupować też coraz lepsze wierzchowce, a następnie wyposażać je w różnego ochraniacze. Ba, mogliśmy nawet spadać z nich w ogniu walki, a potem ganiać pieszo po polu bitwy, starając się złapać jakiegoś porzuconego rumaka i wrócić do gry. TES też wyciągnęło wnioski i w Skyrim możemy już nie tylko na koniach jeździć, ale całkiem sprawnie masakrować z nich przeciwników. Ba, zdarza się, że konie, jeśli z nich zsiądziemy, też rzucają się na naszych wrogów. Bywa nawet, że atakują samotnie całe bandyckie forty. Skyrim to póki co jedyna gra (jeśli nie jedyny świat), w którym napotkać można końskich błędnych rycerzy – rumaki, które samotnie przemierzają szlaki, by atakować siły zła. Nie grałem, niestety, w Red Dead Revolwer, nie mam więc pojęcia jak model konnej jazdy wyglądał tam, ale już w Red Dead Redemption nie miałem się do czego przyczepić. Tu też można było kupować coraz to lepsze konie, a nawet brać udział wyścigach. Ja jednak pozostałem wierny mustangowi, którego złapałem – w ramach zadania – na lasso i którego musiałem ujeździć. W efekcie zdarzało mi się wczytać zapis gry, jeśli koń ów pechowo zginął. Nie wtedy, jeśli mi go ukradli. Można było bowiem paść ofiarą koniokrada (leży taki na ziemi i drze się: “help!”, a jeśli podjedziecie, to zrzuci was z siodła i odjedzie w dal zaśmiewając się). Jeśli pamiętaliście filmy z dzieciństwa, wiedzieliście co robić. Trzeba było gwizdnąć, a wasz wierny rumak zrzucał złodzieja z siodła i wracał do was. Niestety zastrzelenie złodzieja owocowało jakąś złą opinią na nasz temat, ale jeśli złapaliśmy drania na lasso, by pozwiedzać nieco prerii ciągnąc go po niej za nami, nikt o nas złego słowa nie powiedział. Ot, dziki zachód. W zombiastycznym dodatku do RDR konie też nabierały demonicznych cech Konno nauczył się wreszcie jeździć nawet nasz wiedźmin, co to nie potrafił przeskakiwać przez płoty. To zresztą przykład gry, w której koń jest naszym przyjacielem i też przybiega, gdy na niego gwizdnąć. Ponieważ gra toczy się w świecie magii, Płotka słyszy to gwizdnięcie nawet z odległości wielu kilometrów. Ale kto zaprzeczy, że taki twardziel jak Geralt nawet gwizdać potrafi ponadprzeciętnie. Z Płotki też był niezły charakternik Co będzie dalej? Może pojawią się pegazy, na których będziemy mogli sobie polatać? Może zresztą coś takiego ma już miejsce w MMO? Czekam na grę, w której pojawi się rumak na miarę Maximusa z Tangled. Skyrim wprawdzie zrobiło już krok we właściwą stronę (właściwie błędny koński rycerz, którego tam spotykałem był nawet podobnie umaszczony), ale zabrakło w nim jeszcze odpowiedniej animacji pyska. A wiecie, technika pozwala nam teraz na coraz więcej. Więc czekam. Karta utworu Kupujesz utwór w wersji z linią melodyczną, bez zmiany tonacji (w takiej wersji jak prezentowana w DEMO). Kliknij w przycisk dodaj do koszyka. Możliwość zakupu utworu bez linii melodycznej, oraz w zmienionej tonacji. Pojawi się w następnym kroku. Jak to na wojence ładnie - Wiarusy z Podkowy Leśnej(podkład karaoke) Jak to na wojence ładnie, (bis)Kiedy ułan z konia spadnie. (bis) Koledzy go nie ratują,Jeszcze końmi potratują. Kapitan z pułku wymaże,Porucznik grzebać rozkaże.... Info: Proponujemy kolejny utwór sięgający swoim rodowodem aż do powstania styczniowego (1863-1864r.). Wiarusy z podkowy leśnej nadali prostą aranżację piosence pt: JAK TO NA WOJENCE ŁADNIE. Wyszukiwanie Płatności U nas możesz w szybki i bezpieczny sposób zapłacić przez Internet korzystając z płatności online. Bądź przebojowy Chcesz być na bieżąco informowany o nowościach naszego serwisu? Dzięki nam śpiewaj najpopularniejsze przeboje! Zapisz się! Wasze przeboje Napisz, których utworów brakuje na naszej stronie. Ta fraza z piosenki pamiętającej I wojnę światową przypomina mi się ostatnio kilka razy dziennie, kiedy słyszę nabrzmiałe tęsknotą za wojną głosy niektórych naszych polityków. Dołączają do nich także bardzo młodzi dziennikarze, którym wojna kojarzy się zapewne tylko z Irakiem i Afganistanem. Ostatecznie z Wietnamem, gdzie armia USA doczekała się wprawdzie wielu bohaterów, ale mimo to dostała lekko po łapkach od skośnookich amatorów. Opinie „Rady Sklerotyków” Ze słabo ukrywaną nadzieją na wybuch prawdziwej wojny między Ukrainą i Rosją przemawiają więc głównie ci, którzy takiej wojny nie widzieli. Nikt przecież nie „rzuci” bomb atomowych. To – ich zdaniem – będzie wojna z użyciem sił konwencjonalnych, na lądzie i na morzu. Odpryski tej wojny mogą sięgnąć i do naszej granicy, ale przecież za nami stoi potęga NATO, mamy u siebie żołnierzy USA i możemy mieć ich więcej. Jesteśmy supernowocześnie uzbrojeni, a jeszcze jak dostarczą nam czołgi Abrams i w końcu kupimy jakieś przyzwoite helikoptery, to potencjalny atak Rosji na Ukrainę nie będzie dla nas groźny. Jestem, oczywiście, kompletnym laikiem w kwestiach strategii politycznych i militarnych. Mam więc prawo mówić i pisać głupstwa, biorąc przykład z niektórych naszych „mężów stanu”. W prywatnym biurze bezpieczeństwa złożonym z gości na mojej przyzbie, już kilka tygodni przed prezydenckim, sprecyzowaliśmy trzy opinie. Po pierwsze, – że Rosja militarnie nie zaatakuje |Ukrainy, po drugie – że konflikt polityczny i ekonomiczny między tymi krajami może mieś negatywny wpływ na naszą gospodarkę, ale bez[pośrednio nam nie zagraża. I po trzecie, – że wymachiwanie szabelkami potrwa jeszcze jakiś czas, ale mimo wszystko nie osiągnie poziomu z okresu kryzysu kubańskiego w 1962 roku. Jakie były argumenty, które zadecydowały o sformułowaniu tych uspakajających wniosków? Teza pierwsza – brak militarnego ataku Rosji na Ukrainę wynikała z faktu, że sklerotycy zasiadający na mojej przyzbie nie pamiętali, aby ktoś w nowożytnej Europie zaczynał prawdziwą wojnę i wkraczał na cudze terytorium bez powodu, lub cienia powodu. A także bez kalkulacji, że efekty takiej ryzykownej decyzji będą większe, niż poniesione koszty i straty. Najczęściej spotykaną przyczyną była troska o status i los mniejszości narodowych na bliskim, ale jednak obcym terytorium. My ostatnio uczymy naszą młodzież, że pobożna Polska zawsze była sumieniem Europy i nigdy nie wkraczała do innego kraju pod takim bzdurnym powodem. Wstydliwie zapomina się o zajętym przez nasze wojska w październiku 1938 roku Zaolziu. Można to dzisiaj różnie nazywać, ale dołączyliśmy wtedy do aneksji części Czechosłowacji przez hitlerowskie Niemcy. Atak na Ukrainę miałby udowodnić światu, że Rosja nie ma wprawdzie do niej bezpośredniej pretensji, ale nie zgadza się, aby Zachód tworzył z niej kolejny przyczółek pierścienia NATO, okrążającego jej terytorium. Jednak nawet taki ograniczony atak mógł grozić rozszerzaniem lokalnego konfliktu, ogromnymi stratami politycznymi i ekonomicznymi obejmującymi załamanie rosyjskiego eksportu surowców energetycznych. Łatwiej straszyć Byłby to więc krok pozbawiony sensu w sytuacji, kiedy można doprowadzić do pożądanego efektu bez militarnej agresji. Będzie to zapewne trwało dłużej, ale koszty będą nieporównanie mniejsze. Tym alternatywnym rozwiązaniem jest podtrzymywanie rozbudzonego już strachu, że „jak będą chcieli, to bez trudu wejdą”. Takiej opinii sprzyjają rozliczne porównania sił militarnych Ukrainy i Rosji sugerujące, że przy umiarkowanym oporze zajęcie nawet całej Ukrainy zajęłoby armii rosyjskiej około 3-4 dni. Według Global Firepower siły militarne Rosji zajmują drugą pozycję w skali światowej, a Ukrainy – 27-mą. Budżet obronny Rosji w ubiegłym roku wynosił prawie 155 mld. dol. a Ukrainy – około 12 mld. Rosyjskie siły powietrzne mają ponad 4,1 tys. samolotów, w tym 772 nowoczesne myśliwce, a Ukraina 350, w tym 69 myśliwców. Najważniejszych w szybkim przejmowaniu terenów czołgów Rosja ma 12,5 tys., a Ukraina 2,5 tys. Druzgocąca i tym samym odstraszająca przewaga sił militarnych nie wyczerpuje problemu, który ukryłem w sformułowaniu „umiarkowany opór”. Nasze środki przekazu powtarzają za państwowymi środkami Ukrainy zapewnienia, że to jest już „inna Ukraina”, z patriotycznie nastawioną i gotową do walki z Rosją ludnością. Moja „Rada Sklerotyków” nie ma tak „optymistycznego” przekonania. Ukraina zawsze była bardziej prorosyjska na wschodzie i prozachodnia na zachodzie kraju. Miała na to wpływ także historia, lokując południowy zachód obecnej Ukrainy w strukturach Cesarstwa Austro – Węgierskiego. Nasze prywatne wiewiórki donoszą, że nie wiele się zmieniło. W Charkowie 50% ludności mówi w domu po rosyjsku. W sklepach także łatwiej się porozumieć w tym języku. Ale to nie jest najważniejsze. Większe znaczenie ma fakt, że starsze pokolenie na całej Ukrainie z sentymentem wspomina ZSRR, w którym ukraiński przemysł, placówki naukowe i szkolnictwo wyższe odgrywały istotną rolę. Nie bez znaczenia dla nich było i jest to, że najdłużej po wojnie pełną władzę w ZSRR miało dwóch kolejnych I sekretarzy partii pochodzących właśnie z Ukrainy – Nikita Chruszczow i Leonid Breżniew. Przynosiło to Republice Ukraińskiej w tym czasie poważne korzyści prestiżowe i materialne. Reasumując – w przypadku agresji wojsko będzie zapewne wykonywało rozkazy, ale wątpimy w czynny opór ludności cywilnej, zwłaszcza na wschodzie kraju. Spokój po burzy „Rada Sklerotyków” uznała więc, że Rosja nie chce i nie zamierza wywoływać otwartej wojny z Ukrainą, bo wcale jej nie zależy na ponoszeniu jej kosztów, a potem kosztów nawet krótkiej okupacji. Nie jest też specjalnie zainteresowana korzystaniem z jej zasobów surowcowych. Na swoim ogromnym terytorium ma kopalnie węgla i rud metali, których wydobycie jest hamowane, nie tylko w związku z zadaniami w zakresie ochrony środowiska, ale po prostu z powodu mniejszego popytu. Tworzenie atmosfery strachu przed wojną też jest kosztowne, ale mniej niż wojna. Można przypuszczać, że ruchy wojsk wokół granic Ukrainy, ataki hybrydowe, dywersje pogłębiające nienajlepszą organizację państwa, zmierzają do tego, aby władzę w Kijowie objęła bardziej przyjazna i mniej prozachodnia ekipa, która nie będzie chciała wstępować do NATO i nie będzie instalować zbyt groźnego dla Rosji nowoczesnego uzbrojenia. Co więcej – przyspieszy rozwój handlu z Rosją, opracowanie i realizowanie wspólnych projektów gospodarczych, tworzenie trwałych powiązań kooperacyjnych między przemysłowymi przedsiębiorstwami. Wyciszenie prowojennych okrzyków i machanie szabelkami w niektórych krajach europejskich – w tym w Polsce – i w USA, nastąpi z chwilą zmiany polityczno – wojennych deklaracji ukraińskich władz i stopniowej dyslokacji wojsk rosyjskich, z rejonu jej granic. Fizycznym dowodem normalizacji `będzie zapewne uruchomienie nowego gazociągu pod wodami Bałtyku i nowa runda wizyt prezydentów – tym razem o przyjacielskim charakterze. Wszystko wróci do normy tak, jak wróciło po kryzysie kubańskim. „Rada Sklerotyków” uważa, że my w Polsce poczujemy się niemal komfortowo. Prawdopodobnie także z nowym rządem. Obecnemu bowiem mało wyborców będzie chciało zapomnieć utraty poważnych części oszczędności, związanej z nieudolnym tłumieniem inflacji, i utraty bliskich osób, także przez nieudolną walkę z pandemią. Nikt też już nie będzie chciał śpiewać drugiej frazy tytułowej piosenki – „Kiedy ułan z konia spadnie”. Ułani zostali już tylko w jednostkach reprezentacyjnych i zwyczajach jednostek pancernych. Charakter ułański mają też niektórzy działacze rządzącej obecnie partii. Ale to im przejdzie. „Tylko koni żal!”. For faster navigation, this Iframe is preloading the Wikiwand page for Jak to na wojence ładnie. Connected to: {{:: Z Wikipedii, wolnej encyklopedii Jak to na wojence ładnie Autor Władysław Tarnowski Wydanie oryginalne Język polski Data wydania 1863-1864 Teksty w Wikiźródłach Jak to na wojence ładnie – pieśń wojskowa z 1863 roku autorstwa polskiego poety i kompozytora Władysława Tarnowskiego. Uznawana jest za prekursorską pieśń żołnierską, która zapoczątkowała ułańską tradycję żurawiejek w polskiej kawalerii[1]. Historia Geneza utworu nie jest do końca wyjaśniona. Według Wacława Borowego ma ona swoje korzenie w tradycjach lamentów żołnierskich Rzeczypospolitej Obojga Narodów i sięga co najmniej XVIII wieku[2]. Pierwszym ustalonym autorem pieśni pod pseudonimem Ernest Buława jest polski poeta, dramaturg, kompozytor oraz pianista Władysław Tarnowski. Hrabia skomponował ją w oparciu o ludową pieśń węgierską w latach 1863-1864 podczas powstania styczniowego, w którym brał czynny udział. Pierwotnie piosenka nosiła tytuł „Pieśń żołnierza”. Znana była również jako „Marsz żołnierzy Langiewicza” ponieważ stała się bardzo popularna wśród insurgentów i była śpiewana przez żołnierzy generała Langiewicza oraz oddział Dionizego Czachowskiego[3]. Po upadku powstania weszła do tradycji polskich pieśni wojskowych i z czasem upowszechniła się jej potoczna nazwa wzięta z pierwszego wersu tekstu „Jak to na wojence ładnie”. Później powstało wiele wersji oraz wariantów tej pieśni[4]. W czasie I wojny światowej pieśń po przeróbkach znana była jako „Marsz ułański” i śpiewana była przez ułanów legionów polskich. Tekst Pierwotny tekst pieśni nawiązuje do wydarzeń powstania styczniowego[5]: Jak to na wojence ładnie, Kiedy ułan z konia spadnie. Koledzy go nie ratują, Jeszcze końmi potratują. Rotmistrz z listy go wymaże, Wachmistrz trumnę zrobić każe. A za jego młode lata, Trąbka zagra tra-ta-ta-ta. A za jego trudy, prace, Grały mu kule, kartacze A za jego trudy, lata, Dała ognia cała rota. A my już go pochowali, „Requiescat”[6] zaśpiewali. Popamiętają Moskale, Jak dostali w skórę w Skale. Ze Staszowa ich wyprzemy, Aż o Kijów się oprzemy. A z kijowskiej okolicy, Pójdziemy do stolicy. Niech pamiętają łajdaki, Jak dzielnie biją Polaki. A dla naszej większej chwały, Vivat sztab i korpus cały. Bibliografia Witold Ślusarski „Ostrogami dzwoń”, Unia-Press, Warszawa 1992 Marsz, marsz Polonia, Wacław Panek, Warszawa: Nasza Księgarnia, 1988, ISBN 83-10-09376-4. Witold Sienkiewicz „Bojowo i lirycznie”, Demart 2010, ISBN 978-83-7427-586-6. Przypisy ↑ Witold Ślusarski „Ostrogami dzwoń”, Unia-Press, Warszawa 1992. ↑ Wacław Borowy, „Pieśń o rozkoszach żołnierskich” („Pamiętnik Literacki” 1950, z. 3-4, s. 833-840. ↑ Leon Łochowski, Wiesław Korniewski, ...pieśń ujdzie cało...: śpiewnik, Warszawa, Oddział Kultury Departamentu Wychowania Wojska Polskiego, 1992, s. 133, 134, 182, 183. ↑ 15 wersji piosenki „Jak to na wojence ładnie” na stronach Biblioteka piosenki polskiej. ↑ Marsz, marsz Polonia, Wacław Panek, Warszawa: Nasza Księgarnia, 1988, ISBN 83-10-09376-4. ↑ „Requiescant in pace” (Niech odpoczywa w pokoju). Linki zewnętrzne 15 wersji „Jak to na wojence ładnie” Biblioteka piosenki polskiej Melodia pieśni grana na trąbce podczas ceremonii na „Górze Lotnika” w Michalinie/Józefowie Zobacz też Pieśń Szwadronu Wąsowicza {{bottomLinkPreText}} {{bottomLinkText}} This page is based on a Wikipedia article written by contributors (read/edit). Text is available under the CC BY-SA license; additional terms may apply. Images, videos and audio are available under their respective licenses. {{ of {{ Date: {{ || 'Unknown'}} Date: {{( | date:'mediumDate') || 'Unknown'}} Credit: Uploaded by: {{ on {{ | date:'mediumDate'}} License: {{ || || || 'Unknown'}} License: {{ || || || 'Unknown'}} View file on Wikipedia Thanks for reporting this video! ✕ This article was just edited, click to reload Please click Add in the dialog above Please click Allow in the top-left corner, then click Install Now in the dialog Please click Open in the download dialog, then click Install Please click the "Downloads" icon in the Safari toolbar, open the first download in the list, then click Install {{::$ {{:: {{:: - {{:: Follow Us Don't forget to rate us

jak to na wojence ładnie kiedy ułan z konia spadnie